Chciałabym coś naskrobac od siebie, rozwinąc się pod względem pisania (choc wiem, ze nie jestem moze w tym dobra) dlatego tez postanowilam zalozyc tego skromnego bloga, ktory pozostanie w pelni anonimowy, nikomu nie podawany.. jezeli ktos na niego wejdzie to bedzie juz cud... ale mimo wszystko zakladam tego bloga dla siebie.
Życie studentki wcale nie jest takie różowe jakby się to wydawało. Pamiętam kiedy w liceum odliczalam dni kiedy w końcu opuszczę mury szkoły i zacznę się kształcic wyżej.. myslałam, że będzie to o wiele lepszy rozdział w moim skromnym życiu i byłam tak też nastawiona. Chociaz pamiętam tę czarną wielką dziurę w mojej glowie podczas wakacji pomaturalnych, która pojawiała się zaraz po myśli pt. "moja przyszłosc". Chociaz dzisiaj tak samo ją widzę... Często probuję sobie wyobrazic siebie za te kilka lat, kiedy to byc moze rozpocznę (czego bardzo bym chciala) pracę w moim wyuczonym zawodzie (oczywiscie jezeli przetrwam całe studia). Czy warto w ogóle tym się przejmowac? Mówią, aby cieszyc się chwilą, nie patrzec do przodu.. Czas pokaze co przyjdzie.
Wydaje mi sie, że za bardzo wszystko roztrząsam... Jestem pesymistką.. mimowolną oczywiście... Staram się od tego bronic, ale to wcale nie jest takie łatwe. Nawet miałam postanowienie, że będę wieczorem robic rachunek sumienia i spisywac wszystkie pozytywne rzeczy, które spotkały mnie w ciągu dnia. Moze to troche infantylne, ale pomagało przynajmniej przez jakiś czas.
Wiem, ze to co napisałam w ogóle nie ma sensu, jest byc moze mało dojrzałe i ogólnie przeczytanie tego to istna strata czasu, ale dzieki temu lepiej sie czuje.. Napiszę coś jeszcze gdy mnie natchnie.. :)